czwartek, 26 listopada, 2020
Nie będę matką. Decyzja która wyzwala.

Odkąd pamiętam nie żywiłam szczególnych uczuć do małych dzieci. Dzieci jak dzieci, robiły wiele hałasu, najczęściej o jakieś błahostki. Ja zawsze należałam do spokojnych, zrównoważonych osób, a co za tym idzie, bardzo ceniłam sobie spokój, ciszę i czas tylko dla siebie.

Gdy dorastałam, miałam jakieś 17-18 lat pojawiły się w mojej głowie pierwsze pytania do samej siebie; czy chcę zostać mamą? czy będę wiedziała, że chcę tego naprawdę? czy kiedyś nadejdzie ten magiczny moment od którego zacznę zachwycać się wszystkimi napotkanymi bobasami, szczebiotać do nich w nikomu nie znanym języku i uporczywie marzyć o ciążowym brzuchu? nie wiedziałam, ale od tamtej pory tego typu pytania wracały do mnie jak bumerang.

Matura, wakacje, liczne wyjazdy, mniej lub bardziej dojrzałe związki z trzema facetami, masa coraz poważniejszych decyzji, studia, wyprowadzka do dużego miasta…nagle to wszystko jest za mną, a ja mam 32 lata. Jak to się stało? W tym czasie zdążyłam towarzyszyć swoim przyjaciółkom w dwóch rozwodach, 5 ciążach i 4 porodach…tak dużo się działo. Jednak te wszystkie problemy związane z życiem rodzinnym nigdy nie dotyczyły bezpośrednio mnie. To nie ja zostałam zdradzona, to nie ja poroniłam, i nie ja rodziłam, ciągle byłam obok, to zupełnie tak, jakby życie postanowiło mnie w pewnych kwestiach pominąć. Oczywiście cieszyłam się, że nie doświadczyłam osobiście tych wszystkich dramatycznych momentów, ale zastanawiałam się dlaczego omijają mnie również te dobre?

Każdy mój związek kończył się porażką, wpływało na to wiele czynników ale tym który pojawiał się najczęściej była różnica zdań w kwestii założenia rodziny. Nadal nie opanował mnie instynkt macierzyński nad którym rozważania zaczęłam jako nastolatka. Nie chciałam więc podejmować tak ważnej decyzji bez poczucia absolutnej pewności o jej słuszności. Ta pewność nie przychodziła, przestałam więc mydlić sobie oczy niedoskonałościami po stronie partnerów, których być może przez to, podświadomie odpychałam w kategorii kandydata na ojca.

To ze mną coś było nie tak. Nie brzmi to optymistycznie. Niestety tak właśnie było, kolejne 5 lat zastanawiania się czy kiedykolwiek w życiu zdecyduję się na dziecko dawały coraz bardziej wyraźną odpowiedź:NIE. Minęło sporo czasu w trakcie którego postanowiłam żyć w zgodzie z samą sobą, słuchać swojego wnętrza, zdecydowałam się nawet na terapię w trakcie której miałam nadzieję dowiedzieć się w czym tkwi problem.

Dowiedziałam się, że ów “problem” nie jest czymś niezwykłym, dziwnym, innym, niecodziennym. Takich kobiet jak ja, są na świecie miliony. To środowisko w którym żyjemy wciska nam do głowy biało-czarne schematy. Zazwyczaj nie ma miejsca na szarości, nie wspominając o innych kolorach.

Po latach niestosownych pytań od osób bliskich i tych całkiem obcych, pod których ostrzałem zdarzało mi się kulić w niepewności, po latach ciągłych plotek i domysłów na mój temat, zdecydowałam się po prostu odpuścić. Zdecydowałam, że już nikt nie będzie w stanie mnie urazić, zranić, wpłynąć na mój nastrój. Już żadne pytanie, opinia w stylu: “a może jesteś lesbijką?”, “kiedy przyprowadzisz męża”, “chyba powinnaś pomyśleć o dziecku, twój czas się kończy”, “młodsza nie będziesz”, “na pewno ktoś kiedyś cię zechce”, “może jesteś zbyt wybredna?” nie będzie mieć dla mnie znaczenia.

Zdecydowałam się na rozwijanie swoich pasji i życie po swojemu, miałam wiele planów i celów na kolejne lata. Wyjechałam z kraju, poznałam wielu ludzi z otwartymi głowami, i sercami, dla których zakładanie rodziny nie jedynym słusznym przepisem na życie. Przestałam zastanawiać się nad rodzicielstwem, wiem, że to po prostu nie dla mnie. W końcu poczułam że jestem wśród swoich, urosły mi skrzydła. Zrozumiałam, że nic nie jest i nigdy nie będzie biało czarne, że czasem trzeba poszukać siebie dalej aniżeli za rogiem znanej ulicy. Tylko wtedy jeśli naprawdę będziemy chcieli być szczęśliwi, dopniemy swego, nawet jeśli będzie to oznaczać zejście z utartych już szlaków.

0 Comments

Leave a Comment